|
Mają własne rządy, gospodarkę i
kulturę. Prowadzą aktywną politykę zagraniczną. Tyle tylko, że tak
naprawdę nie istnieją. W cyberprzestrzeni funkcjonuje kilka tysięcy
wirtualnych państw.
Jeden z wysokich wandystańskich urzędników państwowych został niedawno
rozstrzelany. Za zdradę stanu. Nie przejął się tym zanadto. Choć martwy
w Wandystanie, w Królestwie Dreamlandu pnie się szybko po szczeblach
kariery. Został właśnie burmistrzem. A być może już niebawem obejmie
posadę rektora miejscowego uniwersytetu.
Wandystan, Dreamland, Sarmacja, Scholandia, Leblandia, Solardia. Te
egzotyczne słowa to nazwy polskich mikronacji, czyli internetowych
organizmów państwowych. Zabawa w wirtualne państwo staje się coraz
bardziej popularną formą rozrywki. Przyciąga młode, inteligentne osoby.
Najczęściej studentów.
Politolog z Sarmacji
- Polityczne i gospodarcze mechanizmy funkcjonowania państwa
pasjonują mnie od dawna - mówi Piotr Mikołaj Kozanecki, założyciel i
władca Księstwa Sarmacji. - Chyba właśnie to zainteresowanie, w
połączeniu z moją fascynacją ustrojem Rzeczypospolitej Sarmackiej, leży
u podstaw powstania naszej mikronacji.
Piotr Kozanecki ma 21 lat. Studiuje politologię na Uniwersytecie
Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sarmację stworzył 25 maja 2002 roku.
Państwo szybko zdobyło sobie uznanie wśród internautów.
- Obecnie w Sarmacji „mieszka” ponad pół tysiąca osób, ale aktywnie
działa tylko około pięćdziesięciu - wyjaśnia książę Kozanecki.
Jest sobotni wieczór. W niewielkiej toruńskiej knajpce „Mefisto”
panuje dziś spore poruszenie. Przy kwadratowym, suto zastawionym stole
zebrało się kilkadziesiąt osób. Na ścianach wiszą dziwaczne flagi.
Właśnie odbywa się Ogólnopolski Zjazd Mikronacji. Do Torunia zjechały
delegacje Mandragoratu Wandystanu oraz Wielkiego Księstwa Solardii.
Gospodarzem jest sarmacki książę Piotr Mikołaj Kozanecki.
- To wydarzenie bezprecedensowe - zapewnia książę. - Niestety, w tym
roku przyjechali do Torunia tylko nasi naturalni sojusznicy. Państwa, z
którymi utrzymujemy chłodne stosunki dyplomatyczne, zbojkotowały zjazd.
Głównym tematem obrad jest dopracowanie zasad prowadzenia polityki
zagranicznej. Sporo mówi się również o wspólnym systemie bankowym,
który umożliwiłby robienie interesów „za granicą”.
Mikronacje są w zasadzie symulatorami realnie istniejących państw.
Uczestnicząc w wirtualnej polityce, można poniekąd przekonać się, na
czym polega rzeczywiste sprawowanie rządów. Cesarstwo Leblandii było
początkowo eksperymentem naukowym. Kilku studentów prawa postanowiło
sprawdzić, jak wygląda egzekwowanie przepisów w grupie przypadkowych
osób. Zabawa okazała się niezwykle pasjonująca i wciągająca. Mimo
ukończenia studiów, założyciele cesarstwa nadal wydawali dekrety i
zarządzali swoim państwem. Dzisiaj Leblandia pełni raczej marginalną
rolę. W polskim Internecie działa co najmniej kilka większych,
aktywniejszych i lepiej zorganizowanych państw.
- Cóż, świat mikronacji jest niezwykle dynamiczny - mówi Robert
markiz Czekański, kanclerz Księstwa Sarmacji. - Tutaj wszystko dzieje
się szybciej. Wybory organizowane są częściej. Częściej też dochodzi do
politycznych rozłamów. Jedne państwa rodzą się, inne umierają.
Przyjazny Dreamland
Najstarsza polska mikronacja, Królestwo Dreamlandu, powstała w 1998 roku.
- W ramach Dreamlandu można realizować się na bardzo wiele sposobów
- zapewniają twórcy państwa na swojej stronie internetowej. - Możesz tu
sprawdzić się jako polityk, dyplomata, działacz społeczny, naukowiec.
Możesz założyć przedsiębiorstwo i zarabiać pieniądze, wydawać drukiem
swoje opowiadania, pisać artykuły do gazet. A przede wszystkim
znajdziesz tu jednak pokrewne dusze. Wiele przyjaźni miało swój
początek w Dreamlandzie. Wiele wyszło już poza Internet.
Wirtualny obywatel
A jak zostaje się obywatelem wirtualnego państwa? To bardzo proste.
Trzeba wejść na odpowiednią stronę internetową i zarejestrować się. Na
każdym mieszkańcu mikronacji spoczywa szereg obowiązków. Przede
wszystkim trzeba się odżywiać. Przynajmniej raz w tygodniu. Służą do
tego specjalne internetowe restauracje. Nie ma jednak nic za darmo. Za
jedzenie należy zapłacić. Wirtualną walutą. Większość państw umożliwia
nowym mieszkańcom skorzystanie z socjalnej zapomogi. Później trzeba
będzie poszukać sobie pracy. W tym celu można odwiedzić na przykład
wirtualny urząd pracy lub założyć własną firmę.
Symulacja gospodarki to element wyróżniający polskie mikronacje.
Przedstawiciele większości zachodnich państw wirtualnych uznają
gospodarkę za element gry, co kłóci się - ich zdaniem - z istotą
funkcjonowania mikronacji.
- To kompletna bzdura - uważa Piotr Kozanecki. - Gospodarka sprawia,
że państwo staje się bardziej realne. Zabawa w politykę na tle sprawnie
funkcjonującej gospodarki jest zdecydowanie ciekawsza.
I właśnie dlatego większość polskich państw wirtualnych posiada
własny bank, giełdę, przemysł ciężki, firmy usługowe, a nawet media.
Gospodarkę kontrolują specjalne automatyczne programy komputerowe. Są
tu także szkoły, uniwersytety, galerie i muzea. Istnieją też kluby
sportowe, rozwija się turystyka.
Zabawa w politykę
Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak politykowanie. W
wirtualnych państwach funkcjonują partie, rządy, regularnie odbywają
się wybory. Spory i debaty polityczne toczą się na internetowych
listach dyskusyjnych. Każde z państw ma odrębny, specyficzny ustrój. W
sieci istnieją monarchie konstytucyjne, republiki, dyktatury. Jest
nawet imperium azteckie.
Mandragorat Wandystanu jest na przykład republiką
ludowo-demokratyczną. Legendarni założyciele państwa to: Towarzysz
Wanda i Komendant Krystyna.
- Społeczeństwo wandystańskie jest równe - tłumaczy Piotr Krupiński,
jutrzenka rewolucji, mandragor Wandystanu. - Awangarda proletariatu ma
jednak tytuły społeczne: mandragora, dekamerona, megaprinsa,
oksymorona, podlorda lub sekretara.
Piotr Krupiński zapewnia, że zabawa w komunizm nie wynika bynajmniej z jego fascynacji tym ustrojem.
- Wręcz przeciwnie - zastrzega mandragor. - Sterując państwem
zorganizowanym na sposób komunistyczny, na własnej skórze można
przekonać się, jak wypaczony i błędny jest to system. Tym niemniej
zabawa dostarcza sporo niezapomnianych wrażeń i dzikiej radochy.
|